Emilia Komarnicka w „Tańcu z gwiazdami”
Emilia Komarnicka przez długi czas odmawiała udziału w „Tańcu z gwiazdami”. Zaproszenie od produkcji przyjęła dopiero w 18. edycji, co sprawiło, że jej walka o Kryształową Kulę wzbudza jeszcze więcej emocji. Sama aktorka również nie kryje, jak ważny jest dla niej udział w tanecznym show. Na Instagramie zamieściła wpis, w którym podzieliła się swoimi przemyśleniami i wprost przyznała, jak duży wysiłek – zarówno fizyczny, jak i psychiczny – wiąże się z udziałem w kultowym show.
„Taniec z gwiazdami”. Komarnicka o wysiłku i trudnościach w programie
Po drugim odcinku „Tańca z gwiazdami” Emilia Komarnicka podzieliła się z fanami refleksją na temat swojej drogi do rumby, którą jurorzy ocenili na 37 punktów. W swoim wpisie nie ukrywa, jak wielkim wyzwaniem jest przygotowanie się do każdego występu:
Tyle godzin pracy… a na parkiecie tylko półtorej minuty tańca. Tydzień, żeby poznać zasady nowego tańca, „włożyć go w ciało”, sprawić, by ruch stał się naturalny… i jeszcze zdążyć się w nim rozkochać. Brzmi jak coś niemożliwego. A jednak ten program ma w sobie niezwykłą moc - rozszerza skalę możliwości tak bardzo, że rzeczy, które wydają się nie do zrobienia, nagle zaczynają się wydarzać.
Komarnicka o przełamywaniu własnych barier w „Tańcu z gwiazdami”
Komarnicka nie ukrywa, że droga do perfekcyjnego tańca nie jest łatwa. W swoim wpisie wspomniała o kryzysach, upadkach i chwilach zwątpienia:
Czy zatańczyłam rumbę? Do prawdziwej rumby jeszcze mi daleko. Ale poczułam jej klimat. I przede wszystkim udało nam się połączyć w niej ze @stefanoterrazzino. A on - z ogromną cierpliwością i wyrozumiałością - znosił przez cały tydzień moje kryzysy, upadki, słabości, kontuzje i panikę, kiedy na generalnej dwa razy zapomniałam choreografii. I wciąż powtarzał jedno słowo: zaufaj.
To właśnie zaufanie okazało się kluczowe. - Bo ten program jest właśnie o tym. O zaufaniu. Zaufałam… i nagle wszystko popłynęło – napisała.
„Przebiłam jakiś wewnętrzny mur”
Dla aktorki udział w programie to nie tylko nauka tańca, ale także podróż w głąb siebie. - Dziś mam poczucie, że dzięki tej rumbie - ukochanemu tańcowi Stefa - przebiłam jakiś wewnętrzny mur. A po drugiej stronie jest już tylko radość – wyznała.
„Taniec z gwiazdami” to niezwykłe laboratorium samej siebie. I ja już dziś jestem za tę drogę ogromnie wdzięczna.


