Ten występ przechodzi do historii. Paso doble Gamou Falla i Magdaleny Tarnowskiej
Przed uczestnikami „Tańca z gwiazdami” postawiono ogromne wyzwanie – oprócz występu w trójkach, w duetach występowali z zamienionymi partnerami. Efekt był zaskakujący: widzowie na parkiecie mogli zobaczyć zupełnie nową energię, a jurorzy swoje uznanie wyrażali w wysokich notach. Prawdziwym arcydziełem okazało się paso doble w wykonaniu Gamou Falla i Magdaleny Tarnowskiej. Po zakończeniu układu w studiu zapanowała kompletna cisza przerwana później gromkimi owacjami na stojąco. Tomasz Wygoda nazwał występ „metafizycznym”, a Iwona Pavlović „najpiękniejszym pasodoblowym teatrem tańca”. Jurorka chciała przyznać im dwadzieścia punktów.
„To było jego marzenie”
Magdalena Tarnowska, Gamou Fall i Hanna Żudziewicz porozmawiali z RMF FM tuż po zakończeniu odcinka. Emocje po wybitnym paso doble wciąż dawały o sobie znać. Magda opowiedziała o kulisach trudnych przygotowań i podkreśliła, że Gamou marzył o wykonaniu właśnie tego tańca:
Jestem dumna z Gamou, bo naprawdę bardzo ciężko pracował. Usłyszałam, że Gamou chciał zatańczyć paso doble, to było jego marzenie. Chciałam wykorzystać jego możliwości, żeby ta choreografia była inna.
Tarnowska zdradziła, że długo pracowała z Tomkiem Szymusiem, by osiągnąć najlepszą oprawę muzyczną do występu:
Mam nadzieję, że mnie (Tomek Szymuś – przyp. red.) nie zablokuje. Bo zrobiliśmy siedem wersji, ale bardzo mnie wspomagał, dawał też swoje pomysły.
Zwróciła się też do tanecznej partnerki Gamou – Hanny Żudziewicz: „Bez przygotowania zapewnionego wcześniej przez Hanię przez tyle tygodni, tego zapewne by nie było”.
Czytaj także: „To już jest męczące”. Widzowie wściekli po werdykcie w „Tańcu z gwiazdami”
Gamou Fall: „maksymalna mobilizacja”
W rozmowie z RMF FM Gamou Fall również nie przebierał w słowach – ostatni tydzień przygotowań był bardzo trudny, szczególnie dla tancerzy i tancerek, którzy łącznie musieli opanować po aż trzy różne choreografie.
Maksymalna mobilizacja i koncentracja. To co zrobili tancerze i tancerki graniczy z niemożliwością. Doba ma tylko 24 godziny, a one jeździły od sali do sali. Kończyliśmy trening o 12 w nocy i zaczynaliśmy o szalonych porach.
Tak intensywne tempo przygotowań do programu sprawiło, że uczestnicy musieli poświęcać swoje życie prywatne. Hanna Żudziewicz nie mogła spędzić wystarczająco czasu z córką, co skomentowała krótko: „Serce matki jest zawsze rozdzierane, ale niestety – albo stety – taka praca”.

