Wyciek danych Revolut: dane osobowe, dokumenty i historia transakcji w rękach przestępców
W ostatnich dniach świat obiegła informacja o poważnym naruszeniu bezpieczeństwa w Revolut. Cyberprzestępcy, wykorzystując sprytne metody socjotechniczne, zdobyli dostęp do szerokiego zakresu danych klientów – od imion i nazwisk, przez adresy i dane kontaktowe, aż po skany dokumentów tożsamości oraz historię operacji finansowych, w tym transakcji kryptowalutowych.
Wyciek objął nie tylko podstawowe dane osobowe, ale także wrażliwe dokumenty, takie jak paszporty, prawa jazdy czy selfie wykorzystywane w procesie weryfikacji tożsamości. Przestępcy uzyskali też dostęp do wyciągów bankowych i historii transakcji, co stwarza realne ryzyko dalszych ataków na poszkodowane osoby.
Jak doszło do wycieku? Przestępcy wykorzystali pocztę rządową
Sposób, jakim posłużyli się przestępcy, był wyjątkowo przebiegły. Podszyli się pod przedstawicieli organów ścigania, wykorzystując legalną skrzynkę e-mail włoskiego systemu certyfikowanej poczty elektronicznej (PEC). Wysłali do Revoluta szereg zapytań, powołując się na rzekome nakazy śledcze i proszą o ujawnienie danych klientów.
Przez kilka miesięcy pracownicy Revoluta odpowiadali na te żądania, nie dostrzegając, że są one fałszywe. Dopiero po dłuższym czasie zorientowano się, że doszło do poważnej pomyłki. Jak wynika z doniesień, przestępcy zdobyli dostęp do rządowej skrzynki e-mail za pomocą złośliwego oprogramowania, a następnie przejęli nad nią kontrolę, skutecznie ukrywając swoją działalność przed prawdziwymi właścicielami konta.
Ilu klientów ucierpiało? Wśród poszkodowanych również Polacy
Chociaż Revolut oficjalnie informuje jedynie o „ograniczonej liczbie” poszkodowanych, media szacują, że skala wycieku może sięgać nawet kilkuset osób. Wśród nich mają znajdować się zamożni klienci oraz osoby związane z branżą kryptowalut, a także obywatele wielu krajów, w tym Polski.
Lista państw, których obywatele mogli paść ofiarą ataku, obejmuje praktycznie całą Europę – od Niemiec, Hiszpanii i Włoch, po Polskę, Rumunię, Maltę, Szwecję, Austrię i wiele innych.
Cyberprzestępcy publikują dane i żądają okupu
Po uzyskaniu dostępu do danych przestępcy wystosowali do Revoluta żądanie okupu w wysokości 10 tys. bitcoinów, co odpowiada ponad 780 mln dolarów. W sieci zaczęły pojawiać się już pierwsze partie wykradzionych informacji, a hakerzy grożą publikacją kolejnych, jeśli firma nie spełni ich żądań.
Wśród ujawnionych danych znalazły się informacje o znanych osobach ze świata sportu i biznesu. Przestępcy twierdzą, że przejęli nawet 147 GB danych, choć nie zostało to niezależnie potwierdzone.
Błędy proceduralne czy niedopatrzenie?
Eksperci wskazują, że atak na Revolut nie był efektem klasycznego włamania do systemów IT, lecz skutkiem błędów proceduralnych i niewystarczającej weryfikacji autentyczności żądań o udostępnienie danych. Wystarczyła legalna domena e-mail i brak dokładnej kontroli, by wrażliwe dane trafiły w niepowołane ręce.
To nie pierwszy tego typu incydent w historii Revoluta. W poprzednich latach firma również mierzyła się z wyciekami danych, choć obecna sytuacja jest wyjątkowo poważna ze względu na zakres i charakter przekazanych informacji.
Revolut zapewnia o bezpieczeństwie środków klientów
Firma zapewnia, że środki klientów są bezpieczne, a po wykryciu incydentu natychmiast podjęto działania blokujące dalszy wyciek danych oraz powiadomiono odpowiednie organy i regulatorów. Eksperci zalecają jednak ostrożność i zwracają uwagę na konieczność zaostrzenia procedur weryfikacji w instytucjach finansowych.
Źródło: Niebezpiecznik, Antyweb
- Już można sprawdzić, czy twój PESEL jest w rękach hakerów. Rząd udostępnił dane
- Nagły komunikat znanego sklepu. Wyciekły dane klientów!
- Wyciek danych ze sklepu internetowego! Klienci powinni zmienić swoje hasła
- Wyciek danych w Tauronie! Do sieci mogły trafić rozmowy telefoniczne klientów!
- Największy wyciek danych w historii. Do sieci trafiło ponad 8 miliardów skradzionych haseł


