Zszedł z góry przebity na wylot
David Cifaldi razem z przyjaciółmi wyruszył w drogę na Granite Peak – najwyższy szczyt Montany, jednak na niedługo przed szczytem doszło do niefortunnego incydentu. 32-latek upadł wprost na kijek trekkingowy, który na wylot przebił jego mięsień. Po obejrzeniu i opatrzeniu rany podjął zaskakującą decyzję – chciał sam zejść na dół i udać się do szpitala. Warto dodać, że David pracuje jako pielęgniarz specjalizujący się w opatrywaniu ran.
32-latek pokonał pieszo 16 kilometrów. Kijek o długości 112 centymetrów został wyciągnięty z jego ciała po dziewięciu godzinach od incydentu. Jak później wyznał, jego wiedza i doświadczenie pozwoliły mu ocenić, że nie doszło do uszkodzenia narządów wewnętrznych. Tylko dlatego zdecydował się schodzić o własnych siłach, z pomocą swoich towarzyszy.
Wszystko po to, by… uniknąć kosztów
Jak sam mówił amerykańskim mediom David, jego decyzja wynikała z chęci uniknięcia gigantycznych kosztów transportu śmigłowcem ratunkowym. Taka akcja wymaga późniejszej opłaty w wysokości nawet 80 tysięcy dolarów. Przypadek 32-latka ponownie zwrócił uwagę na patologię systemu opieki zdrowotnej w Stanach Zjednoczonych, gdzie darmowa pomoc nie istnieje.
Obywatele USA mogą wykupywać ubezpieczenia, jednak firmy często szukają sposobów na odrzucanie wniosków o pokrywanie kosztów leczenia z polisy. Badania z roku 2024 pokazały, że 1 na 4 Amerykanów po wypadku nie dzwoni po karetkę w obawie o wysokie koszty – wezwanie ambulansu pokrywane jest z własnej kieszeni i kosztuje od kilkuset do kilku tysięcy dolarów.

