Colin Farrell: Z parkietu klubu do Hollywood
Colin Farrell, irlandzki aktor znany z niezwykłej charyzmy i aktorskiego kunsztu, 31 maja kończy 50 lat. Choć dziś trudno wyobrazić sobie świat kina bez jego obecności, niewiele brakowało, by jego kariera potoczyła się zupełnie inaczej. W 1993 roku, mając zaledwie 17 lat, Farrell bawił się z przyjaciółmi w dublińskim klubie The Pod. To właśnie tam wypatrzył go Louis Walsh, menedżer, który kompletował skład nowego boysbandu – Boyzone.
„Louis Walsh, menedżer Boyzone, podszedł do mnie i powiedział:
Słuchaj, zbieram zespół. To będzie coś wielkiego. Masz świetną urodę, chciałbym, żebyś dołączył do zespołu
– wspominał później Farrell w programie „The Late Show With Stephen Colbert”.
Przesłuchanie, które zmieniło wszystko
Farrell postanowił spróbować swoich sił na oficjalnym przesłuchaniu. Z charakterystyczną dla siebie pewnością siebie wybrał odważną stylizację: skórzane spodnie, gumowy t-shirt i bandanę. Chciał zrobić wrażenie nie tylko wyglądem, ale i głosem. Jego wybór padł na „Careless Whisper” George’a Michaela.
„Poszedłem tam pełen radości życia, myśląc, że jestem pępkiem świata, po czym zaśpiewałem »Careless Whisper«” – wspominał aktor. Niestety, jego wykonanie okazało się sceniczny dramatem w dwóch aktach. Jurorzy poprosili o powtórkę, prawdopodobnie nie wierząc, jak źle to zabrzmiało. „Zaśpiewałem to raz, a potem jurorzy powiedzieli: »Czy mógłbyś to zaśpiewać jeszcze raz?«. Chyba nie mogli uwierzyć, jakie to było złe. I zaśpiewałem to drugi raz” – opowiadał Farrell.
Następnego dnia otrzymał telefon od Louisa Walsha, który bez ogródek przekazał mu, że „to po prostu nie zadziała”. Sam menedżer wspominał później, że Farrell przyjął odmowę z klasą, mówiąc: „Stary, w porządku. I tak zamierzam zostać aktorem”.
Pierwsze kroki na ekranie
Colin Farrell nie zraził się niepowodzeniem i już wkrótce zaczął realizować swoje aktorskie marzenia. Zadebiutował na ekranie w wieku 20 lat, najpierw w epizodycznych rolach w takich produkcjach jak „Pod nieboskłonem”, „Zniknięcie Finbara” czy „Drinking Crude”. Przełomem była rola Danny'ego Byrne'a w serialu BBC „Ballykissangel”, a pierwszą poważną kreacją – występ w dramacie „Strefa wojenna” w reżyserii Tima Rotha.
Od tego momentu filmografia Farrella zaczęła się dynamicznie rozwijać, a on sam zyskał status jednego z najbardziej magnetycznych aktorów swojego pokolenia.
Muzyczne marzenia na ekranie
Choć muzyczna kariera Colina Farrella zakończyła się zanim na dobre się zaczęła, aktor miał okazję wrócić do śpiewania na planie filmowym. W 2009 roku, w nagrodzonym Oscarami filmie „Szalone serce”, wcielił się w postać Tommy'ego Sweeta – gwiazdy muzyki country. Na potrzeby tej roli samodzielnie nagrał partie wokalne i zaśpiewał na ekranie utwory „Gone, Gone, Gone” oraz „Fallin' and Flyin'” w duecie z Jeffem Bridgesem.
Hollywood zyskało aktora
Dziś, z perspektywy czasu, można śmiało powiedzieć, że świat kina wiele zyskał na nieudanym przesłuchaniu Colina Farrella do Boyzone. Choć świat muzyki stracił przeciętnego wokalistę, Hollywood zyskało jednego z najbardziej wszechstronnych i charyzmatycznych aktorów. Kończący 50 lat Colin Farrell, z trzema Złotymi Globami na koncie i statusem gwiazdy, może dziś z uśmiechem nucić pod nosem „Careless Whisper”.
(PAP Life) Monika Dzwonnik


