Charles Manson w ubiegłym tygodniu trafił do szpitala. W drodze z więzienia do placówki w kalifornijskim Bakersfield był eskortowany przez pięciu policjantów. Źródła TMZ twierdziły wtedy, że jego śmierć "to tylko kwestia czasu".
W latach 60. Charles Manson założył grupę religijną "Rodzina", sam stanął na jej czele. W nocy z 8 na 9 sierpnia 1969 roku członkowie sekty dokonali makabrycznego mordu w willi wynajętej przez Romana Polańskiego w Beverly Hills. Zamordowali żonę reżysera Sharon Tate, która była wówczas w dziewiątym miesiącu ciąży, i czworo jej gości. Kolejnej nocy dokonali kolejnej zbrodni: zamordowali małżeństwo Rosemary i Leno LaBianca. Jak przypomina TMZ, ofiary otrzymały 169 ciosów nożem i 7 postrzałów.
Proces bandy Mansona zakończył się w 1971 roku. On sam, jako przywódca grupy i inspirator zbrodni, został początkowo skazany na karę śmierci, którą ostatecznie zamieniono na 9 wyroków dożywotniego więzienia.
- Śmierć to nie koniec? Serce już nie bije, ale mózg wciąż może być świadomy
- Uczestnik „The Voice of Poland” nie żyje. Dopiero co zagrał w „Na sygnale”
- Ekspertka ze „Ślubu od pierwszego wejrzenia” nie żyje. Schilling była ikoną formatu
- Nie żyje aktor Maciej Pesta. Miał dopiero 43 lata
- Nie żyje wokalista legendarnego zespołu. W ubiegłym roku zdiagnozowano u niego nowotwór